
Zamarzyl mi się detoks cyfrowy. Chciałam na 24 godziny zamieszkać w jednym z naszych domków na drzewie, zostawić laptop i inne gadżety w domu, zamknąć telefon w sejfie i odłączyć się. Jessa Unplugged. Ale nie pykło. Milion spraw.
Detoks cyfrowy przyszedł w innej formie, w formie detoksu od sosziali, powolności, smutku. Zmarła nasza klacz.
I jakoś nie mogłam w instagrama, chciałam na łące, z naszymi wałachami, które Kasandra „osierociła”. Była ich przewodniczką. Zagubione i nerwowe szukały jej dwie doby, rżąc i pocąc się. Gdy wchodziłam na łąkę podchodziły szybkim krokiem do mnie, pytając, wąchając „może byłaś u niej? Gdzie jest?”.
Nadziwić się nie mogę światu. Kasandrę kupiliśmy dwadzieścia lat temu, po tym jak zmarła pierwsza moja klacz, pierwszy mój koń, ten wymarzony. Błyskawicę zabierałam wtedy do lasu i gdy się w nim gubiłam prowadziła nas z powrotem do domu. Urodziła nam źrebaka, Browarka. Browarkowi kupiliśmy gdy miał pół roku towarzysza, Madrasa półrocznego. Kilka miesięcy później, w wielkanoc, Błyskawica zmarła na ostrą kolkę. Moja żałoba po ukochanej klaczy zbiegła się z żałobą narodową po śmierci papieża Jana Pawła.
Kasandra miała być koniem do jazdy, przy niej źrebaki miały się uczyć. Nie udało nam się z jazdami, ale była źrebakom mamą zastępczą i przewodniczką stada, tą co dodaje otuchy, tą co mówi idziemy się napić, tą co mówi, teraz Browarek przerwij pastucha żebyśmy mogli na tą zieleńszą trawę uciec, no idź, rozpędź się – i popychała go nosem w zad, a Browarek z rozpędu wbiegał w taśmę z prądem i ją przerywał. Do momentu kiedy oślepł.
Pamiętam gdy zdecydowałam, że sprzedam Kasandrę i kupię sobie nową klacz, taką spokojną, która nie będzie ponosić w lesie, odskakiwać na widok kamienia albo krzaczka. Dość tych nerwów! Sprzedaję! Osiodłałam ją i wyjechałyśmy w ostatnią pożegnalną przejażdżkę. Byłam smutna. I było mi jej żal. Dokąd trafi? Czy będzie miała dobrze? Czy nie skończy kiedyś w rzeźni, jak będzie wybrakowana? Rozmyślałam a Kasandra szła spokojnie pode mną. SPOKOJNIE. Zadnych uskoków, przestrachów, żadnego zrywu i ponoszenia. Miły spacer.
Kasandra została, jeździłam coraz mniej, bo miała słabe plecy, wygięty kręgosłup, nie chciałam jej męczyć.
I tak nam się zestarzały konie na pastwisku. Kasandra i dwa wałachy, moje „źrebaki”. Śmierć klaczy przyszła ponownie w wielkanoc i ponownie krótko po tym zmarł papież. Tak jakby piękno wiosny syciło się śmiercią jaśniejących.
Las się zazielenił w te kilka dni. Nie relacjonowałam tego cyfrowo, odpuściłam sobie tą pracę na jakiś czas. Piękno wiosny wypełniło nasze życie, odkrywam nowe dzikie rośliny, dodaję rzeżuchy łąkowej do sałatek, zdobię śniadania kurdybankiem, zbieram stokrotki – wszystko z widokiem na Browarka i Madrasa.





